Dzień dobry :)

UWAGA! Dział ze specjalnymi regułami - patrz Zasady subforum "Królicza nora".
Jeden wątek na "niebieskiego" i zakaz wypowiedzi w wątkach innych "niebieskich".

"Weź "czerwoną pigułkę", a wylądujesz w krainie czarów i przekonasz się dokąd prowadzi królicza nora."
refurb
Posty: 47
Rejestracja: 21 lis 2016, 0:13

Re: Dzień dobry :)

Postautor: refurb » 04 sty 2018, 2:40

Jakoś tak (chyba specjalnie, ale kto wie) uwłaczajaco to ująłeś xd, "niestety" z odkrywania teraźniejszości ucieczki nie ma, robimy to non stop, gdy idziemy drogą, gdy wspominamy, gdy planujemy, gdy śpimy, gdy medytujemy.

Natomiast co do podążania, ciągnięcia zaprzęgu, uważa refurb że nic w tym uwłaczającego nie ma :)

I generalnie marzeniem mym jest znaleźć mistrza który by mnie oczarował i pociągnął w jakąś przygodę. A gdyby jeszcze był płci żeńskiej i oczarował by mnie damsko-mesko...

Takie marzenia nocne i dość senne :)

refurb
Posty: 47
Rejestracja: 21 lis 2016, 0:13

Re: Dzień dobry :)

Postautor: refurb » 04 sty 2018, 23:24

oczywiście jest to tylko jeden sposób opisu tego co się tu wyprawia
gen. to teraźniejszość odkrywa się sama, a nie my to robimy, tak bym to ujął

Awatar użytkownika
Bezdomny
Posty: 739
Rejestracja: 07 paź 2016, 12:24

Re: Dzień dobry :)

Postautor: Bezdomny » 06 sty 2018, 14:09

refurb pisze:I generalnie marzeniem mym jest znaleźć mistrza który by mnie oczarował i pociągnął w jakąś przygodę. A gdyby jeszcze był płci żeńskiej i oczarował by mnie damsko-mesko...)

Taka tęsknota Odysa za Syreną? :fly:
Tu takiej nie znajdziesz.


refurb pisze:Jakoś tak (chyba specjalnie, ale kto wie) uwłaczajaco to ująłeś xd,

Nie ma w tym intencji uwłaczania, raczej wskazanie na wtórną odtwórczość drogi mistrza, nauczyciela, przewodnika - jakby go nie nazwać.
To dobrowolna ucieczka od nienazwanego, nieodkrytego jej poznania ku powtórki z przeszłych doświadczeń przewodnika, po przebyciu której masz co najwyżej szansę na tytuł Buddy Nr 2, Jezusa Nr 2, czy innego, zawsze Nr 2 (lub 200) :) Tego chcesz?

refurb pisze:gen. to teraźniejszość odkrywa się sama, a nie my to robimy, tak bym to ujął

refurb pisze:"niestety" z odkrywania teraźniejszości ucieczki nie ma, robimy to non stop, gdy idziemy drogą, gdy wspominamy, gdy planujemy, gdy śpimy, gdy medytujemy.

To "niestety" i ta chęć pogoni za przygodą oznacza, że póki co nie odkryłeś cudu teraźniejszości, nie poczułeś jej unikalności ani radości płynącej z odkrywania jej mechanizmów. Można odnieść wrażenie, że wydaje ci się szara, nieciekawa i nudna, czy tak?

refurb
Posty: 47
Rejestracja: 21 lis 2016, 0:13

Re: Dzień dobry :)

Postautor: refurb » 06 sty 2018, 15:09

co do pierwszego, myślę że zrozumienie nauk mistrzów to kwestia indywidualna. prawdopodobnie gdybym był uczniem buddy lub jezusa okropnie przeinaczyłbym jego nauki na krój własnego doświadczenia. może i byłbym jego kontynuatorem, ale jednak wiedziałbym coś ździebko innego

chociaż można też powiedzieć że przy "absolutnej prawdzie" zgodzilibyśmy się w końcu

kolejną sprawą jest że taki oficjalny mistrz chyba nie jest konieczny. każda sprawa ma swój czas, objawione jest mi to co jest mi objawione, taka prawda jaką wyrażam \, w jaką "wierzę", jaką rozumuję.

a to i tak tylko przelotne doznanie

czy chcę być duchowym, osobistym pionierem?
jest myśl że tak, jest myśl że to bez znaczenia.
czy te myśli mają znaczenie, to już inna historia, inna myśl XD





natomiast co do "niestety", dałęm je w cudzysłów aby podkreślić że wcale nie niestety :D

teraźniejszość się wydarza i tak już jest :)

czasami łapie w niej ciało skaczące z radości, czasami płaczące w kącie


natomiast co do pogoni za przygodą, podczas tego co lekarze nazywają schizofrenicznym olśnieniem, chciałem po prostu pójść w stronę słońca

i tęsknota za uczuciem którego doznałem kiedy to zrobiłem pozostała

lecz ta tęsknota to też doznanie w teraźniejszości, ulotne piękne wspomnienie przywoływane kiedy los sobie tego zażyczy :)

to śpiewałem ja, jarząbek :)

Awatar użytkownika
Bezdomny
Posty: 739
Rejestracja: 07 paź 2016, 12:24

Re: Dzień dobry :)

Postautor: Bezdomny » 06 sty 2018, 17:30

Opisz co tam się stało, podziel się wspomnieniem :coffee:

refurb
Posty: 47
Rejestracja: 21 lis 2016, 0:13

Re: Dzień dobry :)

Postautor: refurb » 07 sty 2018, 3:59

Dobrze, opowiem, nie jestem pewien jak długa tym razem będzie to opowieść, jednak cieszę się że za chwilę pójdę do parku, usiądę na ławce i znowu spróbuję, jak najdokładniej potrafię sobie przypomnieć w tym momencie, zabaić tą historią. I cieszę się że po tak długiej przerwie nie wracania do tego okresu opowiem o tym na forum które nazywa się "brama oświecenia" :)

Zaraz biorę się do roboty :)

refurb
Posty: 47
Rejestracja: 21 lis 2016, 0:13

Re: Dzień dobry :)

Postautor: refurb » 07 sty 2018, 9:39

:welcome:

Postanowiłem że wrócę trochę wcześniej niż moment wybuchu psychozy, bo mam właśnie wenę na dłuższy tekst. Poza tym sam jestem ciekaw jak widzę swoje życie w tej chwili.

Zacznę tak jak niepowinno się zaczynać żadnego zdania.

Więc w rodzinie zwą mnie Miłosz, część na prawdę dużej ilości ludzi których znam też mnie tak nazywa, część woła na mnie Eror (czyli, jak zwykłem mawiać, błąd po angielsku, ale z błędem xd), a, co dla mnie dość zabawne, dowiedziałem się ostatnio, że na mieście określają mnie także przydomkiem Morfeusz.

Zacząłem swe życie jako wzorowy przedszkolak (pominę wcześniejsze lata), który na przełomie 4tego i 5tego roku życia nauczył się czytać i zafascynował się rozszyfrowywaniem książkowych szlaczków na tyle że rodzice uważali że muszą mu zabraniać czytać, by w ogóle spał. I tak czytałem bardzo dużo. Czytałem np. encyklopedię. Od A do Z. Jako dziecko miałem też świetną pamięć i babcię-nauczycielkę w podstawówce, także mając dostęp do wszelkich podręczników, poszedłem do szkoły znając prawie cały materiał. W podstawówce byłem najlepszym uczniem w szkole i świetnie się z tym czułem. Chciałem wiedzieć więcej, umieć więcej, info info info. :)

Schody zaczęły się gdy do moich zainteresowań dołączyły środki psychoaktywne, kobiety i muzyka rozrywkowa. Książki w ogóle zeszły z planu akcji, wkroczyło ćpanie gitary, dopalaczy (które wtedy były BARDZO łatwo dostępne), oraz nieszczęścia w miłości.
I tak trwałem w błogim stanie teen spirit, aż, na przełomie 16/17 roku życia pewna kobieta, której nie umiałem wtedy pokochać, powiedziała mi że “życie jest modlitwą”. Bardzo długo żałowałem że ją odtrąciłem i jak to zrobiłem. Ale, wracając, niedługo po jej ucieczce z mych bestialskich wtedy szponów wyprowadziłem się do Amsterdamu.

Przez pewien czas pracowałem tam w warsztacie rowerowym, mieszkałem z ojcem i (i tu zaczynam przechodzić do szalonej części tej historii) zaczęło się ze mną dziać coś dziwnego. Moja dykcja gwałtownie przyspieszała i traciła precyzję, monolog wewnętrzny nie dawał spokoju i również gnał z nieprawdopodobną prędkością statku zaphoda beeblebroxa, przestałem chodzić do pracy, dzisiaj szczerze mówiąc nie wiem skąd ja wtedy miałem pieniądze xd.

Czas spędzałem oglądając “porezane” filmy, czytając “porezane” strony w sieci, z włączeniem stronek deep webowych, oraz (jako iż wtedy byłem święcie przekonany że monolog wewnętrzny to właśnie prawdziwy ja) siedziałem na kanapie i szukałem myślami odpowiedzi na Wielkie Pytanie.

Aż pewnego razu

To były święta 2010

Oglądałem film “Naked” z 1993 roku (mój rocznik (bardzo polecam ten film))

Czułem że to film o mnie

Widziałem siebie na ekranie monitora

Słyszałem swoje słowa z głośników

A w kulminacyjnym momencie filmu,
gdy Johnny traci rozum,
straciłem go i ja.

Najprościej opisać to tak:
Mózg wywrócił się na drugą stronę, to był punkt na osi czasu, właśnie olśnienie schizofreniczne, jak wejście w oko cyklonu

Nagle wszystko ucichło

Wszelkie myśli, opinię, strach.

Po chwili pojawiło się coś nowego. Mieszanina szczęścia, euforii i miłości. tak bym to określił.

Pojawiła się pierwsza myśl

Kocham ten świat

Druga

Kocham wszystkich ludzi

Wyszedłem z domu uśmiechnięty od ucha do ucha i śpiewając piosenkę“how sweet to be an idiot” poszedłem przytulić tatę który pracował nieopodal. Śpiewając zauważyłem że moja skala głosu jest praktycznie nieograniczona, coś co zniknęło szybko i nigdy nie pojawiło się spowrotem.

Gdy spróbowałem przytulić ojca, odepchnął mnie

Miesiące później powiedział mi że miałem biała skórę, ultra sine usta, obszar okołooczny ciemny jak piekło, a źrenice jak punkty.

Gdy mnie odepchnął na mej twarzy pojawiła się smutna podkówka, ale nie na długo.

Wiedziałem co muszę zrobić.

Iść do domu.
Więc wziąłem gitarę i poszedłem do domu.

Napisałem kiedyś o tamtym wieczorze piosenkę. Przytoczę jej tekst abyście lepiej zrozumieli czym był dla mnie wtedy dom.


Home

Just let me go
So i won’t drown in my bad good deeds
Just let me leave
Where the sky and the ground meet

Horizon’s getting closer
I’m parting it like Moses
Sometimes one step cost only one meter

Will I forget
everyone I know
Will I know
everyone I don’t

Contemplating sea of choices
I’m parting it like Moses
Sun is just a big big heater

One life closer to Oblivion
I’m parting it like Moses
When i feel bright i got my puny gospel

Leave it all
Behind my twisted back
Leaving those
Who thought that i won’t crack

Into place that finally feels home
I’m parting it like Moses
Someone’s calling me home
I’m parting it like Moses
Something’s calling me home
I’m parting it like Moses


Idąc przed siebie, w nieznane, szukałem domu przez dwa tygodnie. Nie mogłem wtedy spać, nic nie jadłem, prawie z nikim nie rozmawiałem.

Czułem się wolny i szczęśliwy jak nigdy.

Lecz w końcu zwątpiłem.
Postanowiłem wrócić.

Niestety nie miałem pojęcia gdzie jestem, znalazłem jednak stację kolejową i rozpoznałem na rozkładzie pociąg który mógłby mnie zawieźć do domu ojca. Nie miałem jednak pieniędzy na pociąg. Żebrałem wtedy o dwa euro na tej stacji i nikt nie chciał mi ich dać, dopiero pewna kobieta około 30stki, dała mi te 2 euro i powiedziała ładnie po angielsku coś w stylu “if you have a goal, you should be able to reach it”.

Gdy wracałem do taty opadała euforia i zastępował ją powoli strach.
Zaczynała się paranoja z której nie wyszedłem wtedy przez 6 miesięcy.
Koniec końców trafiłem do Polski dzięki ojcu, który widząc że nie ma ze mną kontaktu myślał że zawiesiły mi się grzyby i nie wpadł na nic lepszego niż wsadzić mnie do busa do Polski.
Będąc w Polsce bredziłem dalej, robiłęm dalej rzeczy które wydawały się wszystkim dość dziwne (jak np rozbieranie się do naga na ulicy i kroczenie nago 30 km w domniemaną stronę Wrocławia, gdzie mieszkała pewna dziewczyna której bardzo chciałem wyznać miłość. Nago!).

Natomiast w mych myślach mniej więcej co minutę pojawiała się nowa “teoria spiskowa”, typu: apostołowie wciąż żyją i chcą mnie, ostatniego płodnego mężczyznę, wykastrować, i w każdą teorię nie tylko wierzyłem.
Ja wiedziałem że te wszystkie teorie są prawdą.

Chodziłem przerażony do szpiku kości, czasami czołgałem się ze strachu, siedziałem w kątach i płakałem albo wrzeszczałem.



Paranoja skończyła się w maju. Poczułem się jakbym obudził się ze śpiączki, ale nigdy już nic nie było takie samo.

Gdy wróciłem z paranoi z w miarę trzeźwym umysłem zaczęły do mnie mówić głosy. Mówią do dziś. Nie non stop, to bardziej jak okazyjny telefon przyjaciela.

Opowiem wam o jeszcze jednej rzeczy którą pominąłem wcześniej.

Wizje i halucynacje wzrokowe
Widziałem piękne rzeczy.

Nicościoświatłość.

Świetliste postacie.


Kończę tę opowieść bo zaczynam zdawać sobie sprawę jak wielu szczegółów jej brakuje.
Chcę żebyście wiedzieli że od tamtego czasu rozumiem, że nie trzeba szukać żadnego świata duchowego.
On jest tu :)

Koniec

refurb
Posty: 47
Rejestracja: 21 lis 2016, 0:13

Re: Dzień dobry :)

Postautor: refurb » 07 sty 2018, 11:51

to taka rekreacyjna historia :)

podejrzewam że nie spotyka coś takiego wszystkich ludzi, ale spotykają ich inne rzeczy


kiedyś sądziłem że jestem wybrańcem


teraz mogę powiedzieć tylko że los kroczy tajemniczymi ścieżkami :)
i nigdy nie wiadomo na jaką czekoladkę się trafi.

refurb
Posty: 47
Rejestracja: 21 lis 2016, 0:13

Re: Dzień dobry :)

Postautor: refurb » 08 sty 2018, 22:24

interpretacja niekonieczna

Awatar użytkownika
Bezdomny
Posty: 739
Rejestracja: 07 paź 2016, 12:24

Re: Dzień dobry :)

Postautor: Bezdomny » 09 sty 2018, 23:49

refurb pisze:teraz mogę powiedzieć tylko że los kroczy tajemniczymi ścieżkami :)
i nigdy nie wiadomo na jaką czekoladkę się trafi.

Otóż to.

Dzięki za rozpisanie się, ciekawa historia.


Wróć do „Królicza nora”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość