Złość o kość

Awatar użytkownika
z motylem
Posty: 101
Rejestracja: 20 paź 2016, 14:58

Złość o kość

Postautor: z motylem » 12 paź 2016, 11:12

Mało kto lubi jak mu ktoś dłubie w talerzu, zwłaszcza własnym oblizanym widelcem, a taka jest podstawa relacji miedzy wegetarianami a mięsożercami.
Mięsożercy apelują do vege o opamiętanie, bo kawałek nieżywej świni jest przecież najlepszym źródłem pełnowartościowego białka, bez którego "trawożerni" wymrą wkrótce. Może to i lepiej, nie trzeba będzie znosić dziwaków.
Wegetarianie natomiast po tym jak już wyzwą tych z kością w ustach od morderców, przeprowadzają krucjaty za pomocą kolorowych obrazków i filmików propagujących jedzenie owoców i warzyw. Oczywiste przecież, że nikt oprócz nich zielonek nie jada.
Nawyki żywieniowe i upodobania smakowe są jednymi z najwcześniejszych uwarunkowań bo powstają od momentu kiedy głową miniemy kość ogonową rodzicielki, albo i wcześniej. To co włożone zostanie do ust niemowlaka z pewnością będzie sobie wpychał sam jak dorośnie i oczywiście podobne serwował własnym dzieciom.
Z czasów gdy post przedwielkanocny wynikał z faktu, że przednówek i do garnka mało co jest do włożenia, a mięso stanowiło jedynie okrasę do kaszy czy zacierki, pochodzi społeczne przekonanie, że części nieżywego zwierza są czymś wyjątkowym, leczą i odżywiają.
Czasem i tak bywało. Wyniszczony chorobą lub długotrwałym głodem człowiek po zjedzeniu rosołu z koguta wykarmionego nasionami i frywolnie łotoszącego kury, wracał do sił cudownie. Ta sama zupa jedzona nawykowo doprowadzała do kwasicy organizmu i dny moczanowej. To dla skromnego ludu było jednak doświadczenie obce bo zarezerwowane dla majętnych.
Tu pojawia się inne uwarunkowanie.
Dostęp do produktów mięsnych łatwy był tylko dla elit rządzących i finansowych.
Powstała korelacja miedzy tzw "sukcesem życiowym" a ilością i częstością jedzenia mięsa skutkująca wręcz koniecznością serwowania go w "bogatych domach" codziennie, dla podkreślenia statusu społecznego.
Ogólnoeuropejska poprawa sytuacji ekonomicznej społeczeństwa poskutkowała automatycznie wzrostem popytu na mięso. Aby zapewnić odpowiednio wysoką podaż mięsa hodowla zwierząt przeszła rewolucję. Świnie i drób z podwórek i zagród eksmitowano do ciasnych, często wielokondygnacyjnych, sztucznie oświetlonych budynków. Czas osiągania przen nie dorosłości, czyli odpowiedniej wagi i proporcji ciała przydatnej przemysłowo, skrócono dzięki hormonom i innym sztucznym substancjom chemicznym, do zadziwiających kilku tygodni. Może szczęściem dla na przykład kurczaków, bo życie z obciętym dziobem i siedmioma sąsiadami na jednym metrze kwadratowym pewnie nie jest sielanką.
Oczywiście stres wynikający z warunków życia i chemiczne dodatki do odpadów przemysłowych (np wytłoki po produkcji olejów czy zużyte frytury)nazywanych karmą, stanowią budulec tego co leży na talerzu w postaci kotleta.
Jednak uszczęśliwiony możliwością codziennego zakupu kiełbaski człowiek nie jest w stanie tego zobaczyć ani w przekroju różowego plasterka wędliny ani nigdzie indziej. Dlaczego ?
Bo pomijając etyczne aspekty jedzenia mięsa doświadczenie smrodu chlewni i widoku zwierząt żyjących w ciągłej histerii może odebrać apetyt na kotlet.
A to niebezpieczne dla koncernów żyjących z ludzkich uwarunkowań.
Micha

Awatar użytkownika
Sparklight (restored)
Posty: 27
Rejestracja: 08 paź 2016, 23:57

Re: Złość o kość

Postautor: Sparklight (restored) » 12 paź 2016, 11:15

Bo pomijając etyczne aspekty jedzenia mięsa doświadczenie smrodu chlewni i widoku zwierząt żyjących w ciągłej histerii może odebrać apetyt na kotlet.
A to niebezpieczne dla koncermów żyjących z ludzkich uwarunkowań.


Nie tylko to. Dodajmy do tego sposoby barwienia tzw mięsa, czy wzbogacania mieszanki białkowej o chemię bezpośrednio wstrzykiwaną wprost do martwego już "kotleta" . Nie wspominając już, że to nafaszerowane chemią i negatywnymi emocjami coś , zwane mięsem, przenosi informację ( tak jak i przenosi ją woda) dalej do żywych komórek,które trawią to i przetwarzają.

Mimo to nawet świadomi tych rzeczy ludzie , spożywają mięso. Bo jest to budulec, którego potrzebuje ciało. Dalajlama, który sam propaguje wegetarianizm twierdzi, że musi jeść mięso i spożywa je, bo tak mu zalecają lekarze. Ze względów zdrowotnych. To nie przeszkadza wegetarianom traktować go jak świętego.

"Nie to zanieczyszcza CIę co wchodzi do ust Twoich , ale to , co z nich wychodzi "

"Złość o kość" to raczej też kwestia rozpoznania uwarunkowań w umyśle. Bo nawet najbardziej szlachetna idea może stać się MOJĄ. I wtedy uwiera i dopomina się ważności.

"Jak ty możesz jeść padlinę, przecież to śmierdzi" się czasem słyszy ;) . Jednym śmierdzi, innym nie .

ps.
Rzecz ciekawa z tym Dalajlamą, bo to człowiek, który ogarnia Całość, a mimo to nie przeszkadza mu to z ciekawością poznawać rzeczywistość przez mikroskop :)

Awatar użytkownika
Lekko
Posty: 202
Rejestracja: 29 paź 2016, 11:49

Re: Złość o kość

Postautor: Lekko » 12 paź 2016, 11:16

z motylem pisze:Vegetarianie natomiast po tym jak już wyzwą tych z kością w ustach od morderców, przeprowadzają krucjaty za pomocą kolorowych obrazków i filmików propagujących jedzenie owoców i warzyw.


:D

Obrazek

Awatar użytkownika
z motylem
Posty: 101
Rejestracja: 20 paź 2016, 14:58

Re: Złość o kość

Postautor: z motylem » 12 paź 2016, 11:17

w punkt i niekolorowe :D


Wróć do „Pełna Micha”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość