Medytacja, wiara, Bóg (1)

Awatar użytkownika
Bezdomny
Posty: 697
Rejestracja: 07 paź 2016, 12:24

Medytacja, wiara, Bóg (1)

Postautor: Bezdomny » 12 paź 2016, 12:19

Nieoczekiwane konsekwencje „bezdomnej” medytacji.

Każdy, kto wyrusza ku wyzwoleniu, poszukuje Boga, zetknął się z pojęciem medytacji jako metody na osiągnięcie celu. Lecz skąd wzięła się owa medytacja i czym ona jest?

Ludzka aktywność jest różnorodna. Dzień w dzień coś robimy; a to biegniemy po coś, coś załatwiamy, zażywamy rozrywki, czasem mamy ochotę poleniuchować. Czasem narzekamy na brak czasu, bo coś musimy zrobić, ktoś od nas czegoś oczekuje. Innym razem oczekujemy czegoś od kogoś innego.
Niektórzy z nas osiągają w czymś mistrzostwo, innych zwie się mędrcami, trafiają się też święci. Ich aktywność budzi w nas zdumienie, w kontakcie odczuwamy dreszcz na plecach i budzi się wrażenie kontaktu z czymś pierwotnie czystym, doskonałością często identyfikowaną z bożym dotykiem.
Tacy ludzie budzą podziw, czasem lęk; ich słowa lub działania poruszają umysły.
Uruchamia się ciekawość powodowana szlachetnym egoizmem: jak to osiągnąć?

Analizuje się ich biografie, śledzi aktywność w nadziei na odnalezienie metody właściwej ścieżki, lecz napotykamy pewne problemy. Żaden z nich nie jest „mną”, każdy z nich jest „nim”. Co to oznacza?
JA, jak to zostało opisane w Trzech Bramach Wyzwolenia, jest zbiorem uwarunkowań lgnięcia do zjawisk, stanem nieświadomości. Każde JA choć w swej istocie takie samo, jest zbiorem różnych uwarunkowań o odmiennym natężeniu. Dla każdego zbioru JA ścieżka wyzwolenia będzie swoista, tu nie ma uniwersalnej metody.
Gdyby tak było, to systemy religijne czy duchowe miałyby stuprocentową skuteczność, dawałyby wstępującemu na ścieżkę gwarancję duchowej realizacji. Tak niestety nie jest. Niewielu z gorliwych osiąga cel.
Jednocześnie jakby na przekór, trafiają się ludzie budzący podziw, szacunek i zdumienie całkowicie nie związani z żadnym systemem doskonalenia duchowego, swoiści mistrzowie życia.

Pierwotnie nie było żadnych systemów. Stworzono je badając działalność „bezdomnych” mistrzów życia. „Bezdomnych”, czyli nie przypisanych żadnemu kierunkowi stworzonemu przez badaczy, wolnych jak ptaki, swobodnie poruszających się w świecie duchowości, nie skrępowanych doktrynami, czasem obrazoburczych i przyprawiających o konfuzje.

Badając ich aktywność, to w jaki sposób coś robili, co mówili, znaleziono punkty wspólne, wyekstrahowano je i sklasyfikowano tworząc owe systemy. Tylko ta klasyfikacja jest ich własnością, tylko owe nazywanie jest nimi. W tym kontekście twierdzenie o posiadaniu tych technik jako właściwości stworzonej przez dany system może się wydawać wysoce dyskusyjne, by nie powiedzieć że często zawłaszczone.

Owa „bezdomna” aktywność może być sprowadzona do dwóch wydawałoby się przeciwstawnych tendencji przejawiających się jako doskonałe działanie i doskonałe niedziałanie. Czym one są i jakie wywołują konsekwencje?

Doskonałe działanie, to jednopunktowa koncentracja na wykonywanej działalności, TYLKO TO robienie; powtarzanie działania aż do osiągnięcia mistrzostwa w jego wykonywaniu, stania się jednym z nim. W technikach medytacyjnych może to być mantra, koan (kongan), pokłony, śpiew, taniec, itp. W życiu codziennym może być tym wykonywana praca, trening sportowy, działalność artystyczna, wszystko to, co wykonywane z całkowitym, stuprocentowym zatraceniem się w czynności może doprowadzić do mistrzostwa i perfekcji, przekroczenia granic ludzkich umiejętności.
Konsekwencje mogą być różne, ponieważ jednopunktowa koncentracja wzmacniając twoje tzw. centrum, może tym samym wzmacniać poczucie ego JA JESTEM. Może też doprowadzić do nieświadomej realizacji „trzeciej bramy”, czyli odnalezienia szczęścia i błogości w stanie TERAZ, lub też odmienne stany. Wynika to bezpośrednio ze zbioru uwarunkowań tworzących JA.

Doskonałe niedziałanie określić można jako nieprzywiązaną czyli nielgnącą do zjawisk obserwację ich pojawiania się i znikania. Niezmiernie komfortowym stanem może być klasyczna sytuacja medytacyjna, gdzie oddajemy się urokowi doskonałego lenistwa w odpowiednich warunkach ciszy. NIC, absolutnie nic nie musimy robić! Rzecz o tyleż wspaniała, co trudna, nieprawdaż?
Jak odpowiednio długo praktykujemy tego rodzaju medytację, postrzegamy, że siedzenie bardzo pomaga, ale nie jest niezbędne. Odnajdujemy siedzący umysł również wykonując różnego rodzaju aktywności; medytujemy obierając ziemniaki, pracując, robimy codzienne rzeczy nie lgnąc do nich, postrzegamy lgnięcie, pojawianie się i znikanie nie zasilając pętli myśli, opuszczając je, czyniąc je „bezdomnymi” znikają.
Co właściwie oznacza niedziałanie? Może być w błędzie ten, który będąc przywiązany do pozornej wolności robienia tego co chce, robi swoje „bo mi się chce”, lub „mi się nie chce”. Lenistwo jest robieniem swego chcenia, lgnięciem do działań wynikających z uwarunkowań i zasilaniem ich, wzmacnianiem.
Niedziałanie to aktywność która nie nosi znamion „mi”, „mnie”, „moje”. Robisz to co jest do zrobienia, to co się pojawia przychodzi we właściwym momencie jako skutek przeszłych działań, lub nasienie przyszłych. Z automatu, uwarunkowana świadomość będzie powielać schematy, lecz gdy zachowana jest świadomość obserwacji ich pojawiania się i znikania, pojawia się moc przezwyciężenia ich przyczyn, z czasem niezasilane zanikną.
Konsekwencją nieprzywiązanej obserwacji w doskonałym niedziałaniu może być nieświadoma realizacja „pierwszej bramy”, czyli niesubstancjonalnej natury zjawisk, lub też „drugiej” - bezjaźniowości, ponieważ brak zasilania uwarunkowań sprzyja osłabieniu ego, aż do jego rozpuszczenia.

Obydwa rodzaje działania obecne są w życiu. Umysł przygotowany może o nich usłyszeć, z wiedzy zrodzi się doświadczenie. Umysł nieprzygotowany, dla którego medytacja jest jakąś wschodnią praktyką bez odniesienia do codzienności, może czuć się zakłopotany i zaskoczony.
Bez względu w jakie szatki ubierzemy obydwa rodzaje praktyki, czy indentyfikujemy je jako przypisane do tradycji tej czy innej, określona aktywność skutkuje poza doktrynami i nazwami, objawiając się zazwyczaj nieoczekiwanie.

Cóż wtedy począć? Jak tu nie ulec chęci podzielenia się nowym doświadczeniem z przewodnikiem duchowym, księdzem czy innym specjalistą od duchowości?

Ale o tym w dalszej części.
:)

Wróć do „Bodhawanti”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość