Trzy Bramy Wyzwolenia (2_2): JA społeczne.

Awatar użytkownika
Bezdomny
Posty: 701
Rejestracja: 07 paź 2016, 12:24

Trzy Bramy Wyzwolenia (2_2): JA społeczne.

Postautor: Bezdomny » 12 paź 2016, 12:17

JA społeczne nie jest dobre, ani złe. Dba o pewien konsensus pomiędzy Tobą a resztą świata, jest potrzebne w codziennych relacjach.
Nie chodzi o to byś go wyrzekał czy pozbywał, lecz byś miał świadomość, że jest to Ja nabyte w procesie socjalizacji, nie jest twoją tożsamością immanentną z którą przyszedłeś na ten świat.

Każdy gdzieś się urodził. Polak w Polsce, Niemiec w Niemczech, Amerykanin w USA, czy Chińczyk w Chinach. Czasem jest to bardziej skomplikowane kiedy Polak rodzi się w USA, a Niemiec w Rosji. Istotniejsze od geografii są kwestie rodzinne. Od rodziny zależy czy usłyszysz: „Urodziłeś się w Polsce, więc jesteś prawdziwym Polakiem”; czy „Urodziłeś się w USA, lecz wiedz, że jesteś Polakiem ponieważ My, twoi rodzice, jesteśmy Polakami”; czy też „My, twoi rodzice, jesteśmy Polakami, lecz Ty urodziłeś się w USA, więc jesteś prawdziwym Amerykaninem”.

Noworodki nic o JA narodowym nie wiedzą, póki im ktoś tego nie powie. Znasz historię o Tarzanie, człowieku wychowywanym przez małpy? On nawet nie wiedział o JA gatunkowym, nie wiedział nic o „Jestem człowiekiem”! To może być nawet zabawne jak o tym pomyśleć, ale takie przestaje być kiedy istnienia giną w imię JA narodowego na wojnach, w „imię wyższego celu” jak to politycy eufemistycznie określają.

Tak więc rodzina jest istotna: jestem dzieckiem swoich rodziców, jestem rodzicem swoich dzieci, jestem dziadkiem swoich wnuków, ale żadna z tych tożsamości JA rodzinnego nie jest czymś stałym i niezmiennym. Kiedy czytasz ten tekst, to prawdopodobnie jesteś dzieckiem swoich rodziców, lub też również rodzicem swoich dzieci. Jak dzieci urosną i będą miały swoje dzieci, będziesz dziadkiem swoich wnucząt. Lecz gdy twoi rodzice odejdą, prawdopodobnie „jestem dzieckiem swoich rodziców” nieco przygaśnie. To naturalna kolej rzeczy. Relacje rodzinne są żywe, a więc podlegają przemianie.

Żyjąc gdzieś tam w jakimś kraju, w jakiejś rodzinie w końcu idziesz do szkoły, by zdobyć wykształcenie i zawód, coś co określi twoje JA zawodowe, to czy będziesz naukowcem czy piekarzem.
Wspaniale jest, gdy chcesz być piekarzem, uczysz się na piekarza, potem wykonujesz zawód piekarza dający ci satysfakcję i idziesz każdego dnia do pracy szczęśliwy, że jesteś piekarzem i możesz dziś upiec najlepszy chleb na świecie. Ktoś nawet powiedział: „ten co kocha swoją pracę, nigdy nie pracuje”, chodzi w tym o to, że praca jaką wykonuje go nie nuży, jest jego radością i robiłby to nawet, gdyby miał czas wolny i mógłby zająć się czymś innym. To sytuacja idealna, ale na co dzień jest rzadkością. Zazwyczaj praca nas zaczyna po pewnym czasie nudzić albo też okoliczności się zmieniają, zakład pracy kończy swoją działalność lub też jesteś z innych powodów zmienić pracę jaką wykonujesz. Księgowy zmienia się w finansistę lub pracownika ubezpieczeń, piekarz w kucharza lub stolarza. JA zawodowe jest dynamiczne i również się zmienia. Czasem słyszy się nawet historie o tym jak ktoś całe życie wykonujący swoją pracę w podeszłym wieku traci ją, idzie na emeryturę wbrew swojej woli i tracąc swoje JA zawodowe czuje się niepotrzebny i w szybkim czasie umiera. Przywiązanie do JA zawodowego i utrata pracy jest przyczyną jego śmierci.
Bywa i tak.

Wróć do „Bodhawanti”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość