Wschodnie cytaty

86 (restored)
Posty: 19
Rejestracja: 10 paź 2016, 12:52

Wschodnie cytaty

Postautor: 86 (restored) » 10 paź 2016, 12:53

Zarówno egzystencja, jak i nieistnienie to skrajności.
Czystość i nieczystość to również ekstrema.
Takowoż, porzuciwszy wszelakie skrajności,
Mędrzec nie spoczywa nawet (w ich) środku.

sniacy_gwiazdor (restored)
Posty: 13
Rejestracja: 08 paź 2016, 23:53

Re: Wschodnie cytaty

Postautor: sniacy_gwiazdor (restored) » 10 paź 2016, 12:54

forma nie jest różna od pustki,
pustka nie jest różna od formy,
forma jest właśnie pustką,
pustka jest właśnie formą.


Podobnie odczucia, postrzeganie, rozróżnianie i świadomość.


wszystkie dharmy są formami pustki,
ani stworzone, ani zniszczone,
ani skalane, ani czyste,
nie zwiększają się, ani nikną.
Stąd w pustce nie ma żadnej formy,
żadnych odczuć, postrzegania, rozróżniania, świadomości.
Żadnego oka, ucha, nosa, języka, ciała, umysłu.
Żadnego koloru, dźwięku, zapachu, smaku, dotyku ani żadnych zjawisk.
Nie ma sfery widzenia, ani żadnych innych sfer i także sfery świadomości.
Nie ma niewiedzy ani jej kresu,
nie ma starości i śmierci,
ani nie ma ich kresu.
Nie ma cierpienia, przyczyny cierpienia, wygaśnięcia.
Żadnej drogi, mądrości ani osiągania.


Przywiązanie do rzeczy jest iluzją.


Wszystkie sfery bez wyjątku, subiektywne i obiektywne są powiązane,
a jednocześnie niezależne.
Powiązane, a jednak działają odmiennie, choć każda zachowuje swoje miejsce.
Forma czyni różnym istotę i wygląd.
Dźwięki odróżniają przyjemność i nieprzyjemność.
Ciemność czyni wszystkie słowa jednym.
Jasność odróżnia dobre i złe wyrażenia.


Cztery żywioły powracają do swej natury, jak dziecko powraca do matki.
Ogień jest gorący, wiatr się porusza, woda jest mokra, ziemia twarda.
Oczy widzą, uszy słyszą, nos czuje zapach, język czuje słone i kwaśne.
Wszystko wyrasta z korzenia jak gałęzie i liście z drzewa,
każde jest niezależne od pozostałych.


Przyczyna i skutek muszą wrócić do wielkiej rzeczywistości.
Słowa wysoko i nisko używane są względnie.
Wewnątrz światła jest ciemność,
lecz nie próbuj zrozumieć tej ciemności.
Wewnątrz ciemności jest światło,
lecz nie szukaj tego światła.
Światło i ciemność są parą,
jak w chodzeniu jedna stopa z przodu, a druga z tyłu.


Każda rzecz ma swą własną istotę
i wiąże się ze wszystkim innym funkcją i miejscem.
Zwykłe życie pasuje do Absolutu jak skrzynia i jej wieko.
Absolutne współdziała ze Względnym
jak dwie strzały spotykające się w powietrzu.
Czytając te słowa powinieneś uchwycić Wielką Rzeczywistość.


Nie osądzaj według żadnych wzorów.
Jeżeli nie widzisz Drogi, nie widzisz jej nawet gdy nią idziesz.
Kiedy idziesz Drogą, to nie jest blisko, to nie jest daleko.
Jeżeli tkwisz w ułudzie, góry i rzeki dzielą cię od niej.

sniacy_gwiazdor (restored)
Posty: 13
Rejestracja: 08 paź 2016, 23:53

Re: Wschodnie cytaty

Postautor: sniacy_gwiazdor (restored) » 10 paź 2016, 12:54

ZEN NIELOGICZNY

Daisetz Teitaro Suzuki

"Wędruję z pustymi rękoma, lecz spójrzcie; trzymam [w nich] łopatę; Idę na piechotę, a przecież Jadę na grzbiecie wołu; Kiedy przechodzę mostem, Oto woda nie płynie, ale płynie most."

Ta słynna gatha napisana przez Jenye (Szan-hui. 497­-569 n.e.), znanego powszechnie jako Fudaishi (Fu-tai-szy), w zwięzły sposób przedstawia punkt widzenia, jaki przyj­mują wyznawcy zen. Choć bynajmniej nie wyczerpuje ona wszystkiego, czego naucza zen, to jednak obrazowo wska­zuje kierunek, w którym on zmierza. Ci, którzy w miarę możliwości rozumem pragną przeniknąć prawdę zen. muszą wpierw uświadomić sobie, co naprawdę znaczy owa zwrotka. Trudno o coś bardziej nielogicznego i sprzecznego ze zdrowym rozsądkiem niż te cztery wiersze. Krytyk zen będzie skłonny twierdzić, że jest on absurdalny, bałamutny i że przekracza granice zwykłego rozumowania. Zen jednakie pozostanie nieugięty i zapewni, że tak zwane zdroworozsądkowe podejście do świata nie rozstrzyga wszystkiego i że powodem, dla którego nie możemy pojąć całej prawdy, jest nasze niedorzeczne przywiązanie do ,.logicznej" interpretacji zjawisk. Jeśli naprawdę chcemy zgłębić życie do dna, musimy porzucić nasze wypieszczone sylogizmy i nauczyć się na nowo patrzeć, po to żeby uciec przed tyranią logiki i jednostronnością słów, którymi posługujemy się na co dzień. Choć wydaje się to niesłychanym paradoksem, zen upiera się, że łopatę trzeba trzymać pustymi rękoma i że to nie woda, ale most płynie nam pod nogami. Nie są to wszakże jedyne irracjonalne zdania, jakie wypowiada zen. Nie mniej zdumiewających twierdzeń jest nieporównanie więcej. Niektórzy mogą oświadczyć, że zen oszalał z kretesem albo zgłupiał. No bo właściwie, co powiedzieliby czytelnicy na takie na przykład stwierdzenia: ;Gdy Tomek pije, Ryś się upija". ;Kto jest nauczycielem wszystkich przeszłych, obecnych i przyszłych Buddów? Kucharz". ..Wczoraj wieczorem rżał drewniany koń, a człowiek z kamienia wywijał koziołki". ;Oto tuman kurzu wzbija się ponad oceanem, a na lądzie rozlega się huk bałwanów". Od czasu do czasu zen może zadawać i takie pytania: ;Pada. Co byś zrobił, żeby nie padało?" ;Gdy dłoń uderza w dłoń, rozlega się dźwięk: posłuchaj brzmienia jednej ręki". ,.Jeśli słyszałeś brzmienie jednej ręki, czy możesz sprawić, żebym i ja je słyszał ?" ,.Jeśli widzimy a dookoła wznoszące się wysoko góry i morza wypełniające wklęsłości, dlaczego czytamy w świętych sutrach, że dharma jest tożsamością i że nie ma nic wysokiego ani niskiego?" Czyżby wyznawcy zen postradali zmysły? A może oddają się rozmyślnej mistyfikacji? Czy oprócz wywoływania zamętu w naszych głowach żadna z tych wypowiedzi nie ma głębszego sensu, żadnego pouczającego znaczenia? Ku zro­zumieniu czego prowadzi nas naprawdę zen za pośrednictwem tych niby błahych i irracjonalnych zdań? Odpowiedź jest prosta. Zen pragnie, abyśmy zdobyli całkowicie nowy punkt widzenia, z którego moglibyśmy badać tajemnice życia i tajniki przyrody. Doszedł on bowiem do stanowcze­go wniosku, że zwykły, oparty na logice proces myślenia staje się bezsilny, z chwilą gdy chcemy w pełni zaspokoić nasze najgłębsze duchowe potrzeby. Na ogół zdanie "A to A" ma wartość absolutną, a twierdzenie "A to nie-A" lub "A to B" jest nie do pomyślenia. Nigdy nie zdołaliśmy przezwyciężyć tych ograniczeń rozu­mu, zbyt silnie się nam one narzucały. Lecz oto zen oświadcza, że słowa to tylko słowa i nic więcej. Gdy słowa przestają odpowiadać faktom, czas rozstać się z nimi i powrócić do faktów. Dopóki logika ma wartość praktyczną, należy z niej korzystać, jednakże z chwilą gdy zawodzi lub chce przekroczyć rozsądne granice, musimy zawołać ;Stop!". Od momentu przebudzenia się świadomości stara­liśmy się rozwikłać tajemnice bytu oraz zaspokoić głód logiki za pomocą dualizmu "A" i "nie-A", to znaczy, nazy­wając most mostem, każąc wodzie płynąć, a kurzowi wzbijać się nad ziemią. Ale ku naszemu wielkiemu rozczarowa­niu nie udało się nam nigdy osiągnąć spokoju ducha, doskonałego szczęścia i pełnego zrozumienia życia i świata. W pewnym sensie znaleźliśmy się w kropce nie wiedząc, co dalej począć. Nie mogliśmy podjąć żadnych nowych kro­ków, które mogłyby nas zaprowadzić na bardziej przestron­ny obszar rzeczywistości. Wewnętrzne udręki duszy nie dają się wyrazić słowami, lecz oto: całą naszą istotę ogar­nia światło! Tak właśnie zaczyna się zen. Teraz wiemy już, że mimo wszystko ..A to nie-A", że logika jest jednostron­na i że tak zwana nielogiczność jest w ostatecznym rozra­chunku niekoniecznie nielogiczna. To, co powierzchownie jest irracjonalne, posiada jednak własną logikę, która jest odpowiednikiem prawdziwego stanu rzeczy. Wędruję z pustymi rękoma, lecz spójrzcie - trzymam w nich łopatę!" I to nas w pełni uszczęśliwia, gdyż w osobliwy sposób przez cały czas, od zarania rozumu poszukiwaliśmy tej właśnie sprzeczności. Zaranie rozumu nie oznacza jego ukonstytuowania, lecz to, że sam siebie przekroczył. Znaczenie twierdzenia "A to A" można sobie uświadomić tylko wtedy, gdy ..A to nie-A". Być sobą to nie być sobą ­taka jest logika zen i zaspokaja ona wszystkie nasze potrzeby. Ten kwiat nie jest czerwony, a wierzba nie jest zielona." Wyznawcy zen uważają, iż zdanie to sprawia, że doznajemy uczucia odświeżającej przyjemności. Dopóki sądzimy, że logika załatwia wszystko, jesteśmy spętani, brak nam swobody ducha, tracimy z oczu prawdy życia. Teraz jednak mamy w ręku klucz do całej sytuacji, władamy rzeczywis­tością, a słowa zrzekły się swoich przewag. .Jeśli nie chcemy nazywać łopaty łopatą, mamy do tego pełne prawo. Łopata nie zawsze musi być łopatą, co więcej, według słów mistrza zen, w ten sposób trafniej wyraża się rzeczywis­tość, nie dająca się przywiązać do nazw. To przełamanie tyranii słowa i logiki jest jednocześnie duchowym wyzwoleniem, bo dusza przestaje być poróżnio­na sama z sobą. Osiągając intelektualną swobodę, w pełni sobą włada, nie dręczy jej już problem narodzin i śmierci. gdyż taki podział nigdzie nie istnieje - nawet śmierć jest naszym życiem. Do tej pory patrzyliśmy na rzeczy pod kątem sprzeczności i różnic pomiędzy nimi, przyjmując wobec nich postawę zgodną z tym punktem widzenia. a więc na ogół antagonistyczną. Lecz wreszcie nastąpił przewrót i osiągnęliśmy punkt, skąd można oglądać świat niejako od wewnątrz. Dlatego „żelazne drzewa stoją obsy­pane kwieciem", dlatego „stoję pośród ulewy nie moknąc". Oto jak dusza staje się całością, doskonałością i wypełnia się szczęściem. Zen zajmuje się faktami, a nie ich logicznymi, ujętymi w słowa, stronniczymi i ułomnymi wyobrażeniami. Duchem zen jest prostota i bezpośredniość, dlatego jest żywotny, wolny i oryginalny. Chrześcijaństwo, podobnie jak inne religie, wiele mówi o prostocie serca, ale prostota nie zawsze oznacza prostoduszność czy naiwność. Odznaczać się prostotą w zen to nie wdawać się w subtelne roz­myślania i nie dawać się ponosić filozoficznym spekulacjom, jakże często wymyślnym i pełnym sofistyki. Ponadto. odznaczać się prostotą znaczy rozpoznawać w faktach fakty i wiedzieć, że słowa są słowami i niczym więcej. Zen często porównuje umysł do zwierciadła bez skazy. Tak więc, według niego, prostota to utrzymanie tego zwierciad­ła w takim stanie, żeby było zawsze połyskliwe, czyste i gotowe prosto i dokładnie odbić wszystko, co się przed nim znajdzie. W rezultacie łopatę uzna się jednocześnie za łopatę i nie za łopatę. Przystając na pierwsze, spoglądamy z punktu widzenia zdrowego rozsądku, ale przecież zen pojawia się tylko wtedy, gdy obok pierwszego stwierdzenia dopuścimy także drugie. Zdroworozsądkowy punkt widzenia jest plaski i nudny, podczas gdy zen widzi zawsze w sposób oryginalny i inspirujący. Za każdym razem, kiedy zen wysuwa się na pierwszy plan, rzeczy ożywają; następuje akt kreacji. Zen jest zdania, że w zbyt dużym stopniu jesteśmy niewolnikami słów i logiki. Dopóty, dopóki tkwimy w tych okowach, jesteśmy nieszczęśliwi i przeżywamy niewypowiedziane cierpienia. Ale jeśli chcemy ujrzeć coś, co naprawdę warto poznać, a więc coś, co przywiedzie nas do duchowego szczęścia, musimy podjąć próbę wyzwolenia się raz na zawsze ze wszystkich uwarunkowań. Musimy sprawdzić, czy nie uda nam się spojrzeć na nowo na świat, oglądając go jako całość, a życie pojmując od wewnątrz. Okoliczność ta zmusza człowieka do rzucenia się w otchłań „Nienazwanego" i bezpośredniego pochwycenia ducha zajętego stwarzaniem świata. Nie ma w tym logiki ani filozofowania, nie ma naginania faktów do naszych wymyślonych miar ani też niszczenia ludzkiej natury po to, ażeby ją poddać inte­lektualnej sekcji. Jeden i drugi duch stoją twarzą w twarz jak dwa zwrócone ku sobie zwierciadła i nic nie mąci ich wzajemnych odbić.

W tym sensie zen jest wybitnie praktyczny. Nie ma nic wspólnego z abstrakcjami i subtelnościami dialektyki. Chwyta leżącą łopatę i trzymając ją w wyciągniętych rękach śmiało oświadcza: „Trzymam łopatę, a mimo to nie trzymam jej". Nikt nie wspomina o Bogu ani duszy, nie mówi o nieskończoności ani życiu pozagrobowym. Zajęcie się zwykłą łopatą, przedmiotem bardzo dobrze znanym, odsłania wszystkie tajemnice, z którymi spotykamy się w życiu. O nic więcej nie chodzi. Dlaczego? Ponieważ zen oczyścił właśnie ścieżkę, która wiedzie do istoty zjawisk. Zrozumiawszy mały kwiatek wyrastający z pękniętego muru, rozumiemy cały wszechświat i wszystko w nim i poza nim. Zwykła łopata jest w zen kluczem do całej zagadki. Jaki nowy i jak pełen życia jest sposób, w jaki zen bierze się za bary z najzawilszymi problemami filozofii. Wybitny duchowny chrześcijański, żyjący we wczesnym średniowieczu, zawołał kiedyś: „O biedny Arystotelesie! Ty, który odkryłeś heretykom sztukę dialektyki, sztukę budo­wania i niszczenia, sztukę dyskutowania o wszystkim i dochodzenia do niczego!" I rzeczywiście, tyle hałasu o nic! Przypatrzcie się, jak filozofowie wszystkich czasów, rozważając tak zwane problemy nauki i wiedzy, wyczerpują cały zasób logicznej wnikliwości i analitycznej pomysłowości i wzajemnie sobie przeczą. Nic dziwnego, że ten sam stary mędrzec, pragnąc raz na zawsze położyć kres wszelkim daremnym dysputom, śmiało rzucił taką oto bombę w sam środek owego grona budowniczych zamków na lodzie: „Certum est quia imposibile est", lub inaczej, bardziej logicznie. ,.Credo quia absurdum est". Wierzę w to. ponieważ jest bezsensowne. Czyż nie jest to bezwzględne potwierdzenie zen? Pewien stary mistrz pokazał zgromadzonym mnichom swój kij i rzekł: ,.O mnisi, czy widzicie to? A jeśli tak, to co widzicie? Czy powiecie: "To jest kij?" Jeśli tak, to jesteście zwykłymi ludźmi, bez krzty zen. Jeśli jednak stwierdzicie: "Nie widzimy żadnego kija", odpowiem wam: Przecież mam go w ręku, jak możecie temu zaprzeczać?" W zen nie ma miejsca na błahostki. Dopóki nie otworzy ci się trzecie oko i nie ujrzysz najgłębszych tajemnic rzeczy, dopóty nie możesz przebywać w towarzystwie dawnych mędrców. Czymże jest to trzecie oko, które widzi kij, a jed­nak go nie widzi? Skąd się bierze to sprzeczne z logiką pojmowanie rzeczy? „Budda - stwierdza zen - nauczał przez czterdzieści dziewięć lat, a przecież jego bardzo szeroki język (tanudżihwa) nie poruszył się ani razu." Czyż można mówić nie poruszając językiem? Skąd się bierze ten absurd? Gensha (Suan­sza, 831-908) wyjaśnia to w następujący sposób: „Wszyscy ci nabożnisie utrzymują, że na wszelkie możliwe sposoby błogosławią innych. Kiedy jednak natkną się na trzy rodzaje kalekich, jak się wobec nich zachowają? Choćbyś ślepemu pokazywał kij czy młotek, i tak go nie zobaczy; choćby nie wiem jak piękne było kazanie, głuchy i tak go nie usłyszy; niemy, choćby nie wiem jak go do tego nakła­niać, przecież nie przemówi. Skoro więc nie można w żaden sposób wyświadczyć dobra tym ludziom, z których każdy na coś cierpi, jaki jest w takim razie pożytek z buddyzmu?" Wyjaśnienie to zdaje się niczego nie wyjaśniać. Może więc komentarz Butsugena (Fo-jen) rzuci więcej światła na nasz przedmiot. Rzekł on kiedyś do swoich ucz­niów: „Każdy z was ma dwoje uszu; co dzięki nim usłyszeliście? Każdy z was ma język: czego nim nauczaliście? Zaprawdę, nigdy nic nie mówiliście, nie słyszeliście, nie widzieliście. Skąd więc pochodzą wszystkie te kształty, głosy, zapachy i smaki?" (Inaczej mówiąc, skąd się bierze ten świat?) Jeśli i po tej uwadze jesteśmy nadal w lesie, sprawdźmy, czy nie pomoże nam jakoś Ummon (Jan-men, zm. 966). jeden z największych mistrzów zen wszystkich czasów. Pewien mnich przyszedł do Ummona z prośbą o oświece­nie go na temat powyższego komentarza Genshy. Ummon kazał mu najpierw pozdrowić się zgodnie z ceremoniałem. ,. Kiedy mnich padł przed nim na twarz, a potem wstał. Ummon dał mu znak laską i mnich cofnął się. Wówczas mistrz rzekł: „A więc nie jesteś ślepy". Potem kazał mu się zbliżyć i mnich wykonał polecenie. „A więc nie jesteś głuchy" - stwierdził mistrz. Wreszcie spytał go, czy rozumie o co w tym wszystkim chodzi. „Nie, panie" - odparł mnich. aa I ,.A więc nie jesteś niemy" - zakonkludował mistrz. Czy po tych wszystkich komentarzach i gestach nadal poruszamy się po terra incognita? Jeśli tak, pozostaje nam tylko powrócić do punktu wyjścia i powtórzyć strofę: Wędruję z pustymi rękoma, lecz spójrzcie – trzymam w nich łopatę; Idę na piechotę, a przecież jadę na grzbiecie wołu... Jeszcze tylko parę słów: powodem, dla którego zen tak ostro atakuje logikę i dla którego niniejsza książka omawia najpierw jego nielogiczną stronę, jest to, że logika do tego stopnia przeniknęła w życie, iż większość z nas wyciąga wniosek, że logika to życie i że życie nic bez niej nie zna­czy. Logika tak precyzyjnie i tak dokładnie wyrysowała jego mapę, że nam pozostaje tylko stosować się do jej wymogów. Nie powinno nam także przychodzić do głowy gwałcenie prawideł myślenia, te bowiem są ostateczne. Większość ludzi przyjęła taki właśnie ogólny pogląd na życie, choć muszę stwierdzić, że w gruncie rzeczy bezustannie naruszają oni to, co mają za nienaruszalne. Innymi słowy, „trzymają łopatę, a jednak jej nie trzymają", kiedy dodają dwa do dwóch, wychodzi im czasem trzy, a czasem pięć, tyle że nie uświadamiają sobie tego faktu I wyobraża­ją sobie, że ich życiem kieruje logika czy matematyka. zen pragnie przypuścić szturm do tej twierdzy bałaganu i pokazać, że żyjemy nie w zgodzie z logiką. ale psychologią i biologią. W logice dostrzec można ślady wysiłku i bólu, brak jej naturalności. To samo dotyczy etyki, która jest zastosowa­niem logiki do zjawisk życia. Człowiek etyczny wyświadcza przysługi, które są godne pochwały, lecz przez cały czas jest ich świadom, co więcej, często być może myśli o jakimś przyszłym wynagrodzeniu. Dlatego też trzeba nam stwierdzić, że jego umysł jest skażony, że bynajmniej nie jest czysty, choćby jego uczynki były dobre z obiektywnego czy społecznego punktu widzenia. Zen czuje do tego wstręt. Życie jest sztuką i powinno być wielkoduszne jak arcydzieło; nie może nosić śladów wysiłku czy bólu. Według zen, żyć trzeba tak, jak ptak leci w powietrzu albo jak ryba pływa w wodzie. Z chwilą gdy pojawiają się oznaki wysiłku, los nasz jest przesądzony, gdyż tracimy wolność. Cierpiąc tyranię okoliczności nie żyjemy już tak, jak powinniśmy. Czujemy się zniewoleni i tracimy niezależność. Celem zen jest zachować żywotność człowieka, jego przyrodzoną wolność, a nade wszystko pełnię Istnienia. Innymi słowy, zen pragnie żyć od wewnątrz. Nie chce być skrępowany zasadami, lecz pragnie tworzyć własne - oto rodzaj życia, do którego próbuje nas nakłonić. Stąd jego nielogiczne, czy raczej ponad logiczne stwierdzenia. W jednym z kazań pewien mistrz zen oznajmia: „Sutry, które wygłosił Budda w ciągu całego życia, liczą sobie podobno aż pięć tysięcy czterdzieści osiem zwojów. Obejmują doktrynę pustki i doktrynę bytu, są wśród nich nauki niezwłocznego spełnienia i stopniowego rozwoju. Czyż nie jest to afiramcją? Jednakie według Yoki2Krlie ma żadnych istot czujących, nie ma żadnych Buddów; mędrcy, liczni jak ziarnka piasku w Gangesie, są jako morskie bańki; dawni mędrcy i wybit­ni mężowie przeszłości są niby rozbłyski błyskawioa. Czyż nie jest to negacją? O uczniowie moi! Jeśli stwierdzicie, że jest to negacja. sprzeciwicie się Yoce, jeśli zaś powiecie, że nie jest, zaprzeczycie naszemu staremu mistrzowi Buddzie. Gdyby on był tu teraz z nami, jakżeby wybrnął z tej sprzeczności? Jeśli jednak dokładnie wiecie, o co chodzi, rano będziemy rozmawiać z Buddą, a wieczorem pozdrawiać go. Jeśli natomiast przyznacie się do niewiedzy, uchylę przed wami rąbka tajemnicy. Jeśli stwierdzam, że nie jest, niekoniecznie oznacza to, że zaprzeczam: kiedy mówię, że jest, to też nie jest to równoznaczne z potwierdzeniem. Obróćcie się ku wschodowi i spójrzcie na Zachodnią Krainę, zwróćcie się twarzą na południe, tam widać Gwiazdę Północy!"

http://www.amitaba.republika.pl/zen_nielogiczny.html

sniacy_gwiazdor (restored)
Posty: 13
Rejestracja: 08 paź 2016, 23:53

Re: Wschodnie cytaty

Postautor: sniacy_gwiazdor (restored) » 10 paź 2016, 12:56

Pilnie każdego miesiąca przesyłał uczeń swojemu mistrzowi sprawozdanie z poczynionych postępów. Pierwszego miesiąca uczeń napisał:

„Czuję, że moja świadomość się rozszerza i czuję się zjednoczony ze Wszechświatem.”
Mistrz rzucił okiem na wiadomość i wyrzucił ją.

Następnego miesiąca uczeń znowu zameldował swoje postępy:
„W końcu zrozumiałem, że Bóg jest obecny we wszystkim.”
Na twarzy mistrza pojawił się grymas.

Trzeciego miesiąca wysłał uczeń do swojego mistrza słowa pełne zapału:
„Objawiła mi się tajemnica Jedności i Mnogości”
Mistrz pokiwał tylko głową i wyrzucił list.

Wiadomość w czwartym miesiącu brzmiała:
„Nikt się nie narodził, nikt nie żyje i nikt nie umiera. Albowiem Ego jest niczym”
Mistrz westchnął głęboko i wzruszył ramionami.

Piątego miesiąca nie nadszedł żaden list. Również i szóstego, i w kolejnych miesiącach. Minął cały rok. W końcu Mistrz doszedł do wniosku, że już najwyższy czas przypomnieć uczniowi o jego obowiązku informowania Nauczyciela o swoich postępach.

Odpowiedź nadeszła szybko, tylko że w liście zawarte było jedno krótkie zdanie:

„A kogo to obchodzi?”

Twarz Mistrza rozświetliła się uśmiechem pełnym zadowolenia.


Wróć do „Zen; chan; dhyāna ;sŏn”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość