Strona 1 z 1

Gdzie jest Wally?

: 15 paź 2016, 16:57
autor: Bodhi
Obrazek


Gdzie jest Wally?


Czytasz "Gdzie jest Wally" ponieważ jesteś sprytny i wciąż bawią Cie tego typu rzeczy.

Tak czy owak, docierasz do obrazka który sprawia Ci duży kłopot. Szukałeś dłuższą chwile i wciąż nie potrafisz go znaleźć. "A walić to", myślisz sobie, przenosząc się do gry w Eurobiznes. Nawet nie przeszło Ci przez głowę, że Wally'ego nie ma na obrazku - bo przecież co za potwór zabawiłby się z dziećmi w ten sposób?
Kontynuujesz swój dzień zakładając, że Wally, znajduje się na obrazku, rzecz jasna.

Nie poddajesz się jednak, chcesz go znaleźć. Następnego ranka zabierasz książkę na przystanek autobusowy by wznowić wielkie poszukiwania. Jakiś koleś podchodzi do Ciebie z tyłu i klepie Cię w ramię.

"Hej, znam ten numer. Szukałem wiele godzin zanim ogarnąłem o co chodzi. Wally'ego nie ma na obrazku."

Jako, że ciekawski z Ciebie typ, patrzysz raz jeszcze na obrazek, ale tym razem sprawdzasz, czy Wally'ego rzeczywiście tam nie ma. Jest to przeciwieństwem tego co robiłeś do tej pory. Po szybkim przeskanowaniu obrazka (15-20 sekund) oczywistym jest fakt, że Wally'ego rzeczywiście tam nie ma.

Jest tam dużo różnych rzeczy, ale nie Wally.

Zostałeś wykiwany.

Zapewne już wiesz o co chodzi w tej analogii; obrazek to rzeczywistość, a Wally to "Ty", "Ja", magiczne "My", itd. Spędzasz całe swoje życie zakładając, że jesteś jakiś "Ty" w centrum życia: że "Ty" myślisz, że "Ty" czujesz emocje, że to "Ty" patrzysz, że "Ty" sterujesz życiem.

Te założenia nie są niczym nienaturalnym.

Możesz zrobić trzy różne rzeczy z tym założeniem. Pierwsza opcja to zlekceważyć je, nie zastanawiać się nad tym, wziąć je za pewnik. Tak robi większość ludzi. To prowadzi do niewolniczego życia, stajesz się niewolnikiem tego założenia, bez przerwy starasz się określić ale nigdy nie wiesz co/kogo tak na prawdę określasz. Kiepski sposób na życie, jeśli mnie pytasz.


Drugą opcją jest szukanie do skutku (czyli do znalezienia). Jest to o tyle lepsze, że przynajmniej wiesz, że życie poświęcone czemuś czego nigdy nie widziałeś jest bardzo dziwne. Problem z tym, oczywiście, jest taki, że zakładasz, że istniejesz, że istnieje "JA", które można znaleźć. Wielu wyznawców wiary oraz ludzi zajmujących się duchowością wpada w tą pułapkę, pułapkę wiecznego poszukiwacza. Równie beznadziejna sprawa.


Trzecia opcja jest najlepsza; Albo ktoś Ci to powie, albo doszedłeś do tego sam, że możliwym jest fakt, że nie istniejesz, że nie istnieje żadne "JA". Jeśli do tej pory podchodziłeś do tego pod kątem szukania siebie, szukania "JA", to teraz robisz zwrot o 180 stopni. Zamiast szukać siebie, szukać "JA", sprawdzasz czy rzeczywiście nie istniejesz, czy rzeczywiście "JA" nie istnieje. Robisz to obserwując rzeczywistość.

Poprzez rzeczywistość mam na myśli teraźniejszy moment, TU i TERAZ. Bezpośrednią, subiektywną, przejawioną rzeczywistość, składającą się z myśli, widoków, dźwięków, uczuć, komputera na którym wyświetlane są te słowa, itd. (Nawet iluzji, one są wciąż istniejącymi iluzjami). Kiedy analizujesz koncepty, nie patrzysz.
Mówiąc dokładniej: nie masz TYLKO patrzeć na rzeczywistość, gapić się na nią czekając na magiczny moment "oświecenia". Twoim zadaniem jest poczuć/posmakować/zbadać czym jest rzeczywistość - cała suma rzeczy (myśli, widoki, dźwięki, itd.) dostępna TU i TERAZ.

Poczuj, posmakuj rzeczywistości, patrz tak jakbyś patrzył na obrazek z "Gdzie jest Wally", i sprawdź czy rzeczywiście nie ma na nim Ciebie.