"Oświecona" natura, czyli rozważania n.t. epigenetyki

Królicza nora jajogłowych
Awatar użytkownika
Sparklight (restored)
Posty: 27
Rejestracja: 08 paź 2016, 23:57

"Oświecona" natura, czyli rozważania n.t. epigenetyki

Postautor: Sparklight (restored) » 12 paź 2016, 12:03

6 kwietnia 2013 zostało napisane :

W tym tutaj wątku spróbuję dostarczyć wiedzy na temat tego, jak funkcjonuje organizm "z Natury".

By to uczynić istotne jest lepsze zrozumienie mechanizmów działania człowieka , począwszy od próby pojęcia tego, co stanowi budulec, owe "cegiełki" ( geny, komórki) . Już na tym poziomie, zupełnie bez udziału umysłu, odbywa się komunikacja organizmu z otoczeniem, ze środowiskiem.

I ta komunikacja determinuje ludzkie zachowanie.

Przykładowo epigenetyka odpowiada na pytania dotyczące niejednakowej zapadalności jednojajowych bliźniąt (czyli osób posiadających taki sam kod genetyczny) na poważne, często mające podłoże genetyczne choroby.

W pewnym zakresie - to nie umysł, ani żadne JA -decydują o losie człowieka ( skłonności, nałogi ), ale środowisko.

W dużym uproszczeniu mówiąc , środowisko włącza i wyłącza instrukcje zawarte w genach ( opis tego procesu jest złożony i wymagałby przygotowania merytorycznego więc go pomijam, zainteresowani jak to się odbywa znajdą sporo na ten temat w sieci), a to rzutuje na subiektywne odczucia takie choćby jak samopoczucie, ożywienie organizmu, poczucie witalności czy sprawności seksualnej.

Geny, "zwykłe" instrukcje wykonawcze, warunkują bardzo wiele z tego, co ludzie przypisują umysłowi. Dzięki badaniom naukowym dowiadujemy się, że wpływ bezpośredni na "nasze" geny (w tym również na dziedziczenie) ma środowisko. Te geny z kolei uruchamiają łańcuch logistyczny wywierający wpływ na "nasze" decyzje ,które naszymi wcale nie są, a treści, które konsumujemy dosłownie rzeźbią "nas" włącznie z przekonaniami ,które wydaje się, że są nasze.

Konstrukcja pt "człowiek" wygląda niczym góra lodowa ,której 80% znajduje się pod wodą. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele o "nas" decyduje się na tym podstawowym etapie interakcji środowisko-geny. Wiedza o tym może nie tylko uchronić przed manipulacją, ale przede wszystkim zmienić sposób odbierania rzeczywistości.

Można to empirycznie udowodnić.

W genach zapisane są instrukcje nie tylko co do koloru oczu ( a i o różnicy w kolorze u bliźniaków o identycznym zapisie genetycznym decyduje środowisko) ,lecz również skłonności czy zachowań, ale co ważniejsze, że ów "indywidualny" zapis jest połączony ze środowiskiem i od niego zależny. Środowiskiem związanym z miejscem, klimatem , temperaturą otoczenia, obecnością roślin w pomieszczeniu, a nawet braku abażura na żarówce. Te rzeczy są sprzężone z tzw "Tobą".

Badania trwają, a nowe rzeczy , po ich sprawdzeniu w laboratoriach, powoli podaje się do wiadomości publicznej, ale już z dużo większym szacunkiem i większą ostrożnością niż wtedy, gdy w 2003 r Bill Clinton oficjalnie ogłosił , przedstawiając reprezentantów dwóch zespołów naukowych "ścigających się " w badaniach, o rozszyfrowaniu ludzkiego genomu . Wtedy sądzono, że wraz z poznaniem instrukcji człowieka ludzkość za chwilę opanuje wszystkie choroby. W 2008 r. jeden z reprezentantów przedstawionych wtedy przez Clintona publicznie odwołał swoje zachwyty ogłaszając, że genom to był zaledwie alfabet, a teraz odkrywają "drugi kod", który przyrównał do zasad gramatyki, składni, oprogramowania języka.

Tym samym przyznano, że człowiek nie jest genomem, że nie można oddzielić człowieka od środowiska. W ślad za tym następuje upadek paradygmatu "rozdzielenia" na korzyść "połączenia" . Umysł docieka, zakłada, "hipotezuje", ale jednocześnie właśnie dlatego, że to robi, nieuchronnie zmierza ku rozpoznaniu.

Wiedza jest zawarta w przestrzeni, wszędzie, ona tylko odsłania się w miarę, jak kolektywny umysł staje się na nią gotowy.
W chwili, kiedy poznana zostanie "grmatyka" okaże się, że i to nie koniec, bo jest coś jeszcze.
Jest coś, co ożywia te kupe genów/epigenów . One są zarówno w martwym jak i w żywym. Co wprawia je w "ruch" ?

Jakiś rodzaj spójności. Świadomość. Ale jak ? Spokojnie, powoli. Natura w swoim tempie oświeci ten analityczny, nie dowierzający, kolektywny umysł ludzkości, w którym szamoczą się i kłębią wężowiska myśli.

Pojedynczy ludzie już TO widzą, czują obraz Całości. Widzą połączenia przejawiającej się różnorodności i trwają w tym współ-czuciu , a życie wokół nich samo rozprowadza harmonię i spokój. One się same dzieją :)

W nauce odpowiednikiem rozpoznania Całości jest stan kwantowego splątania. Jest to stan "pytania-odpowiedzi" nierozdzielenia, ale i nie jednakowości. O kwantowym splątaniu umysł dowiedział się badając Naturę, a ona pozwoliła mu na to badanie .

Wraz z zadaniem pytania "oświecona natura" podsuwa odpowiedzi ,a te zamiast potwierdzać założoną hipotezę o pierwotnej przyczynie (atomos-niepodzielny już nie jest solidny i niepodzielny ;) ) prowadzą do odwrotnych wniosków.
Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu :)

Rzecz w tym, aby nie przywiązywać się do założeń, tez, myśli, słów, pragnień czy innych rzeczy, które się przejawiają . Nie być w nich i nimi. Wtedy znikają : walka , ostateczność, "jedynie słuszna prawda" , chciwość posiadania tego ( bo nie można tego mieć) a nawet "mój" cel , "moja" droga, "moje" chcenie.

Nie znaczy to, że myślenie ustanie, albo że nic już nie ma do przeżycia, czy odkrycia. Przeciwnie, ale teraz jest to radością pojawiającą się samą z siebie.

Wróć do „Filozofia i nauka współczesna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość